Strona główna menu O mnie menu Teksty menu Dydaktyka menu Mniejszości narodowe menu Rubikon menu News

Spory i konflikty o pomniki i tablice mniejszości niemieckiej
na Śląsku Opolskim – perspektywa socjologiczna.

Motywy działań liderów mniejszości niemieckiej mogły być zgoła odmienne. Dla nich spór z władzami miał znaczenie przede wszystkim polityczne, co zrozumiałe jest w przypadku partii etnicznej. Spór w wymiarze symbolicznym miał zatem znaczenie zastępcze, przy jego pomocy ustalano zakres podmiotowości i zasady reprezentacji organizacji mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie. Dodatkowo odnowiony antagonizm w wymiarze symbolicznym umacniał etniczność wyobrażoną, a zatem również „ontologiczne” podstawy całego ruchu. Nie oznacza to jednak, że nie dostrzegano znaczenia konstrukcji i wzmacniania niemieckiej domeny symbolicznej. Liderzy fundowali ją nie tylko pośrednio, nasycając krajobraz kulturowy bliskimi sobie znakami i symbolami, ale także podejmując działania obliczone jako publiczna manifestacja, służąca trwałej mobilizacji grupowej.

Działania liderów rozgrywały się równolegle na trzech płaszczyznach: lokalnej, regionalnej i centralnej. W regionie było to przede wszystkim uczestniczenie w pracach Zespołu oraz dowodzenie prawa mniejszości do stawiania pomników. Wobec większej kompetencji urzędników szczebla wojewódzkiego w zakresie historii regionu i jego oblicza etnicznego oraz uwikłaniu w regionalne pole polityczne, liderzy mniejszości niemieckiej nie mogli podejmować pewnych strategii, dopuszczalnych w Warszawie.

Na szczeblu centralnym domagano się praw przynależnych mniejszości narodowej. Nie można także zapominać o naciskach ze strony rządu RFN, któremu ten konflikt był bardzo nie na rękę, choć – przynajmniej rządy CDU – sympatyzowały z działaniami organizacji mniejszości niemieckiej. Henryk Kroll 25 marca 1994 r., pierwszego dnia 16 posiedzenia II kadencji Sejmu, domagał się od Ministra Spraw Wewnętrznych ochrony mniejszości niemieckiej przed wrogimi działaniami. Wykorzystał do tego spalenie dwóch spornych pomników: „Na Śląsku Opolskim następuje eskalacja działań przeciwko przedstawicielom i organizacjom mniejszości niemieckiej. Częste są wypadki wybijania szyb, pisania na murach obraźliwych haseł głoszących nienawiść narodową, gróźb wzywających do wypędzenia moich wyborców z ziemi ojczystej. Szereg aktów wandalizmu, jak oblewanie farbami, skierowanych było przeciwko pomnikom ofiar I i II wojny światowej. Nocą z 16 na 17 marca dwa z tych pomników we wsiach Większyce i Prószków zniszczono przez obłożenie ich oponami samochodowymi, oblanie benzyną i podpalenie. Wszystko to wzmaga poczucie zagrożenia wśród moich wyborców, uzasadnione dodatkowtym, że sprawcy tych czynów pozostają nie wykryci i bezkarni”. Odpowiedź podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Jerzego Zimowskiego budzić mogła jednak zastrzeżenia polskiego audytorium: „W imieniu ministra spraw wewnętrznych chciałbym wyrazić oburzenie w związku z zaistniałymi w miejscowościach Prószków i Większyce aktami wandalizmu, które polegały na zniszczeniu pomników upamiętniających ofiary, jakie poniosła społeczność niemiecka w czasie I i II wojny światowej” (V: Protokół 16, 1994). Sprawa pomników wracała jeszcze w tej kadencji, np. 10 kwietnia 1997 r. poseł Henryk Kroll powiedział: „W marcu na Opolszczyźnie znowu miało miejsce kilka faktów, które wzbudziły niepokój członków mniejszości niemieckiej. Dwa z nich związane były z profanacją pomników w miejscowości Łambinowice oraz w dzielnicy Opola Wójtowa Wieś. [...] Środowisko mniejszości niemieckiej jest również zaniepokojone coraz częściej pojawiającymi się mniej lub bardziej bezpośrednimi atakami ze strony różnych organizacji, jak również środowisk politycznych” (V: Protokół 104, 1997). Na szczeblu centralnym spory o pomniki umieszczano zatem na ogólnym planie relacji polsko-niemieckich, domagając się ochrony mniejszości przed dyskryminacją i radykalizmem prawicowym. Ci, którzy domagali się zmian na pomnikach (np. Polski Związek Zachodni) stawiani byli tym samym – w dyskursie kreowanym przez mniejszość – po tej samej stronie, co organizacje radykalne.

W przypadku lokalnych sporów liderzy musieli pozostawać w (nieraz niełatwym) sojuszu z lokalnymi autorytetami i władzami kół mniejszości. Z jednej strony mieli wsparcie wspólnot lokalnych, które poświadczały, że działają na rzecz społeczności rodzimej, z drugiej jednak byli zakładnikami ich oczekiwań, co ujawniło się w późniejszych stadiach negocjacji z administracją rządową. Należy także zapytać, dlaczego lokalni liderzy mniejszości nie zadbali o stronę formalną przedsięwzięcia. Jeden z rozmówców twierdził, że mniejszość, która uzyskała duże znaczenie lokalne być może nie chciała „burzyć” urzędników oficjalnymi decyzjami, dlatego postanowiła budować pomniki „po cichu”. Bo normalna procedura – relacjonował rozmówca – jest taka: rada gminy w ramach zadań własnych podejmuje uchwałę, że taki pomnik będzie budować; to jest ich niezbywalne prawo; rolą administracji rządowej jest nadzór; w tym przypadku budowano po cichu – metodą faktów dokonanych21.

21 Rozmówca 12 /I/P.
 


Strona główna|O mnie|News
Teksty: Książki|Artykuły|Recenzje|Wywiady
Dydaktyka: Plany zajęć|Materiały
Mniejszości narodowe: Sporne pomniki niemieckie na Śląsku|Mniejszości narodowe i etniczne w Polsce
Rubikon: Archiwalne numery

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Treść: Lech Nijakowski. Webdesign: Nightday83