Strona główna menu O mnie menu Teksty menu Dydaktyka menu Mniejszości narodowe menu Rubikon menu News

Spory i konflikty o pomniki i tablice mniejszości niemieckiej
na Śląsku Opolskim – perspektywa socjologiczna.

Przywołajmy spór o tablicę w kaplicy pw. św. Michała w Kątach Opolskich (w zarządzie Kościoła Katolickiego). Posiedzenie Zespołu odbyło się 15 grudnia 1992 roku, przewodniczył mu Stanisław Skakuj. Tablicę wmurowano w 1991 roku. Zawierała Krzyż Żelazny z datą 1939–1945 i napis: „Zum Bedächtnis der Kriegsopfer der Pfarrgemeinde Oderwinkel” („Na pamiątkę ofiar wojny od parafii Kąty Opolskie”; cyt. za protokołem) – i nazwiska poległych. Był to jedyny przypadek, gdy na liście znalazły się osoby ze stopniami formacji SS. Ponadto użyta nazwa miejscowości wprowadzona została po 1933 roku (historyczna nazwa niemiecka to Konty).

W czasie burzliwej dyskusji ustalono zamianę Krzyża Żelaznego na krzyż chrześcijański, wprowadzenie napisów w języku polskim na zewnątrz i wewnątrz kaplicy, wprowadzenie historycznej niemieckiej nazwy miejscowości. Pojawił się jednak problem ze stopniami formacji SS. W protokole zapisano: „należy usunąć w terminie 48 godzin stopnie wojskowe osób należących do formacji SS – organizacji uzna-nej za zbrodniczą przez państwo polskie i niemieckie. W dalszej kolejności usunąć określone nazwiska osób należących do SS”.

Ultymatywnej formule zapisu towarzyszyła jednoznaczna postawa przedstawiciela wojewody, który po upływie wyznaczonego czasu wysłał do kaplicy urzędnika, który sprawdził wykonanie polecenia Zespołu. Przypadek ten obrósł w anegdoty. W czasie badań usłyszałem dwie (mocno rozbudowane) wersje tego wydarzenia, jako przykład na to, jak z Niemcami należy postępować. W tym przypadku – poza wyjątkowo konfliktowym umieszczeniem stopni wojsko- wych SS – wystąpiły wszystkie wymienione wyżej sporne elementy. Przypadek ten wyznacza zatem górną skalę potencjału konfliktu w odniesieniu do zbioru stawianych przez mniejszość niemiecką pomników.

Mimo konfrontacji, w kaplicy zamazano jedynie „nieudolnie” szarże SS, pozostawiając nazwiska poległych22. Wywiady ukazują zresztą, że stosunek rodzimych Ślązaków z najstarszego pokolenia do SS, uznawanej przez Polaków za jednoznacznie negatywną formację ludobójczą, nie jest jednoznaczny. Jeden z rozmówców, służący w czasie wojny w Wehrmachcie, opowiadał: „A na przykład SS. Ja panu coś powiem. W ‘42 ja byłem przy młodzieży, w związku szybowcowym. Było zebranie, ja nie musiałem tam iść, ale koledzy, i przyszło SS, trzech, oficerowie. I teraz dobrowolnie do SS nikt nie szedł, nikt nie chciał iść. Teraz nie wiedzieli, co robić, to powstać – wszyscy powstali. Ja byłem duży, to na mnie też wskazali. Napisać do ojca po pozwolenie. Ale ja w samolotowym w Opolu. To złapali dwu. Jeden zaczął płakać, to ciebie nie potrzebujemy. Koledzy moi dwaj poszli do SS, ale to byli młodzi wtedy. [...] W jednej jednostce byli, jeden zginął, a ten drugi, on się boi tu przyjechać. Ale on się nie musiał bać, no teraz jest stary. Ale ta młodzież w SS to ona. [...] Ja panu powiem, że on musiał iść. On nie był jak ci starzy, to byli fanatycy, ale to byli tacy sami ludzie jak my, ja ich znał, też na froncie byłem. I też przeklinali tak jak my. A co im się podobało, to jak byli na froncie... Ja jeno myślał o piłce nożnej... Ale mi się to nie podobało, ale co zrobić. Ja miałem to szczęście, że ja byłem w Norwegii nie cały rok. Bo wybrali takich 22. To było na początku lipca, w 1944 roku. Od 1943 roku. Tam było bardzo fajnie, wszystko było w porządku, my chodziliśmy bez broni po Norwegii. Ja byłem na fiordach, my tam skakali do tych fiordów, mój rekord to było 16 metrów. Tam było bardzo przyjemnie, w piłkę graliśmy”23 (podkreśl. – L.M.N.). W wypowiedzi tej wyraźnie widać „strategię humanizacji” formacji SS, tj. wskazywania na różne kategorie jej członków i opowiadanie o „dobrych SS-manach” – znajomych i przyjaciołach, którzy – oczywiście wbrew woli – zostali wcieleni do SS. Perspektywa ta, ukazująca wyraźnie odmienność pamięci społecznej Ślązaków o identyfikacji niemieckiej, pozwala zrozumieć fiasko wielu prób porozumienia co do formy pomnika lub tablicy. Dla strony polskiej samo określenie SS jako formacji ludobójczej jest wystarczającym argumentem za usunięciem szarż i nazwisk jej członków; dla strony niemieckiej jest to jedynie przejaw nadmiernej generalizacji, rozciągania win „starych fanatyków” na wszystkich „zwykłych Niemców”. Przywołane przykłady pokazują, że obie strony interpretowały znaczenie symboli umieszczonych na pomnikach w oparciu o rozłączne wizje historii. Starły się tutaj ze sobą dwie wspólnoty pamięci.

Także w latach dziewięćdziesiątych konflikty mogły także wynikać się (lub ujawniać) na poziomie komercyjnym. Materiał na pomnik mógł być bowiem cennym dobrem. To był przecież jeden z ważnych motywów dewastowania ewangelickich cmentarzy. Głośny jest przypadek kamieniarza z Łąki Prudnickiej, który kupił od gminy elementy poniemieckiego pomnika (z 1923 r.), a gdy byli mieszkańcy wsi-obywatele RFN postanowili go odbudować, domagał się zadośćuczynienia. Z pozoru prosta sprawa urosła do rangi relacjonowanego przez media konfliktu (III: Lewandowski, 30 maja 2003 r.; 12 czerwca 2003 r.).

22 W terminie po kwietniu 1994 r. umieszczono w tablicy dodatkowy symbol militarny –hełm żołnierski. W czasie kontroli w 1996 r. stwierdzono, że zmiany wprowadzono niedbale i prowizorycznie (np. nazwę nazistowską zaklejono jedynie taśmą). W późniejszym czasie zmiany wprowadzono bardziej trwale i dodano tabliczkę w języku polskim na fasadzie kaplicy („Na pamiątkę ofiarom wojny”). Obecnie upamiętnienie prawidłowe (adnotacja z 2003 r.).
23 Rozmówca GRANT 2004–2005 07/M/N/A.
 


Strona główna|O mnie|News
Teksty: Książki|Artykuły|Recenzje|Wywiady
Dydaktyka: Plany zajęć|Materiały
Mniejszości narodowe: Sporne pomniki niemieckie na Śląsku|Mniejszości narodowe i etniczne w Polsce
Rubikon: Archiwalne numery

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Treść: Lech Nijakowski. Webdesign: Nightday83